ROLA CZYNNIKA HAMUJĄCEGO

Wielokrotnie dawałem wyraz przekona­niu, że, jak dotąd, zbyt mało wiemy o prawach, które rządzą przebiegiem procesów demogra­ficznych, aby z góry zakładać, że raz zainicjo­wany proces nie ulegnie w nie znanej nam przyszłości żadnym zmianom. Ileż to razy przepowiadano bliską już zagładę biologiczną narodu francuskiego, który najwcześniej wszedł w epokę rewolucji demograficznej i najwcześ­niej zaczął się starzeć! Ileż to razy — powołu­jąc się na coraz’niższe współczynniki urodzeń, przyrostu naturalnego i reprodukcji ludności sporządzano prognozy, z których niezbicie wynikało, że losy Francuzów są przesądzone, i to w dającej się przewidzieć przyszłości! Tym­czasem, jak świadczą informacje przytoczone w drugim rozdziale niniejszej książki, w po­łowie bieżącego stulecia proces starzenia się demograficznego Francji został zahamowany. Rolę czynnika hamującego odegrało, oczywiście przez nikogo nie przewidywane, podwyższenie się płodności kobiet, które wkrótce spowodo­wało wystąpienie zwyżkowej tendencji urodzeń i poprawę struktury wieku ogółu ludności.

KONIUNKTURA GOSPODARCZA

Tak np. według prognostów zachodnioniemieckich za­znaczające się już obecnie tendencje depopu- lacyjne ż biegiem lat będą się nasilały i już pod koniec pierwszej połowy przyszłego stule­cia ludność RFN zmniejszy się do kilkunastu milionów, a w drugiej „będzie już po wszyst­kim” — RFN zniknie z mapy demograficznej Europy. Proces ten — dodają jeszcze więksi pesymiści — może przebiegać znacznie szybciej, jeżeli w sukurs czynnikom demograficznym przyjdą ekonomiczne. Wystarczy bowiem, aby pogorszyła się koniunktura gospodarcza, a set­ki tysięcy Gastarbeiterów (robotników cudzo­ziemskich), dzięki którym stopa urodzeń na razie niewiele ustępuje stopie zgonów, zmusze­ni będą opuścić kraj, w którym znajdują zatrudnienie. Nie jestem aż takim czarnowidzem i nie mam skłonności do przedwczesnego rozdzierania szat.

NIEPOKOJE SPECJALISTÓW

Wykres, któremu -— zgodnie z tradycją — wciąż jeszcze nadaje się nazwę piramidy wieku, w najlepszym przy­padku przypomina teraz wysmukłą, pnącą się ku górze katedrę gotycką, coraz częściej jednak upodabnia się do dziwacznej, eklektycznej budowli z bizantyjską kopułą, opartą na bardzo kruchej podstawie, posiadającej szereg wybrzu­szeń, które utrudniają zachowanie równowagi. Niekiedy odnosi się wrażenie, że piramida taka lada chwila powinna runąć.Posługując się analogiami. niektórzy demo­grafowie zadają pytanie, czy starzenie się lud­ności nie jest — podobnie do starzenia się osobniczego — ostatnim okresem jej rozwoju, czy w ślad za starzeniem się nie należy się spodziewać wymierania poszczególnych naro­dów. Na potwierdzenie swych obaw przytacza­ją wyniki prognoz analitycznych, opracowa­nych przy założeniu, że obserwowane obecnie tendencje obniżania się płodności będą się nasilały w okresie perspektywicznym.

PERSPEKTYWY I PROBLEMY

Wobec nieubłagane­go pochodu starzenia się osobniczego, jak i sta­rzenia się ludności, nikt nie może pozostać obojętny. Mnożą się pytania, zaostrzają dys­kusje, wzrasta niepokój. W drugim rozdziale niniejszej książki wspominałem m.in. o tym, że starzenie się ludności jest brzemienne w naj­poważniejsze następstwa demograficzne. Ponie­waż procesowi temu towarzyszy nie tylko zwiększanie się stopy zgonów, lecz również (nawet w razie stabilizacji płodności kobiet) spadek stopy urodzeń, starzejące się społe­czeństwa cechują się coraz niższymi współ­czynnikami przyrostu naturalnego i coraz głębszymi zmianami struktury wieku ludności. Piramidy wieku — ongiś rzeczywiście dzięki swym kształtom zasługujące na taką nazwę — stają się coraz bardziej pokraczne: zwężają się ich dolne piętra odpowiadające młodszym gru­pom wieku i rozszerzają górne odpowiadające starszym, wyrwy i blizny znaczące poszczegól­ne piętra powstają teraz w następstwie nie tyle minionych wojen i epidemii, co wahań stopy urodzeń spowodowanych zmniejszaniem się płodności i zmianami strukturalnymi grupy kobiet w wieku rozrodczym.

ZE WZGLĘDÓW SPOŁECZNYCH

Jest to niezbędne zarówno ze względów społecznych, jak i humanitarnych. Wyniki in­nych badań świadczą bowiem jednoznacznie, że równolegle do podwyższania się poziomu wykształcenia wzrasta chęć kontynuowania pracy zawodowej po przekroczeniu górnej gra­nicy wieku produkcyjnego i nasilają się obja­wy kryzysu psychicznego spowodowanego przez bezlitosną „gilotynę emerytalną”. Wykorzysta­nie zwiększających się z roku na rok dodatko­wych rezerw siły roboczej staje się palącą potrzebą dnia również ze względu na to, że w okresie perspektywicznym nieuchronne są niekorzystne zmiany liczebności ludności w wieku produkcyjnym. Wydaje się, że już naj­wyższy czas, aby skorzystać z doświadczeń ZSRR i Węgier, gdzie zniesiono przepisy, wedle których nie wolno zatrudniać chętnych do pracy emerytów. Nie ulega dla mnie najmniej­szej wątpliwości, że najbliższa przyszłość wy­każe, iż taka nowelizacja ustaw o zaopatrzeniu emerytalnym pozytywnie odbiłaby się również na stanie zdrowia osób w starszym wieku.

NIEZMIERNIE ISTOTNY FAKT

Sądzę, że dla dalszego rozumowania niezmier­nie istotny jest fakt, że struktura grupy osób w wieku starszym według omawianej cechy społeczno-demograficznej wyraźnie się pogar­sza w miarę przesuwania się od młodszych podgrup pięcioletnich ku starszym . Zjawisko to, spowodowane tymi samymi, co w poprzednim przypadku przyczynami, świad­czy, że relatywnie najwyższym poziomem wykształcenia, a więc relatywnie największą wartością społeczno-gospodarczą, legitymują się te właśnie podgrupy, które — wedle obo­wiązujących przepisów prawa — znajdują się na przedpolu wieku emerytalnego bądź dopie­ro co w ten wiek weszły. Marnotrawstwo, o  którym wspomniałem powyżej, staje się w tej sytuacji jeszcze bardziej oczywiste i jeszcze bardziej zrozumiała staje się konieczność poło­żenia mu kresu.

WARIANT PROGNOZY

Pomijając nieistotne w niniejszym kontekś­cie szczegóły, warto wspomnieć, że w pierw­szym wariancie prognozy przyjęto założenie stałości struktury osób w wieku 50 i więcej lat według poziomu wykształcenia, tj. takiej jak w 1970 r. dla osób należących do odpowiednich kohort, natomiast w drugim uwzględniono skłonności społeczeństwa do podwyższania poziomu wykształcenia osiągniętego w 1970 r. Wykorzystując wyniki tej wielce interesującej prognozy, zmuszony byłem — wbrew przyję­tym przeze mnie kryterium klasyfikacyjnym obniżyć próg wieku starszego do 60 roku życia (w przeciwnym bowiem przypadku nie miałbym możliwości porównania danych pro­gnostycznych z danymi obrazującymi sytuację rzeczywistą, jaka ukształtowała się pod tym względem w 1970 r.